Ciekawostki

Zapraszamy do wspólnego tworzenia "Dziejów naszej parafii". Czekamy na informacje, osobiste wspomnienia, fotokopie map, dokumentów oraz historycznych  fotografii.

Na początek istna perełka. Po raz pierwszy publicznie prezentujemy treść rękopisu autorstwa Eustachego Andrzeja Wójcikowskiego z Tchórzewa z roku 1894 pt. "Opis parafii Zbuczyn", w którym autor zwięźle opisuje historię budowy obecnej świątyni, jak i najdawniejsze dzieje parafii. Oryginał znajduje się w archiwum parafialnym. 

Uwaga pisownia oryginalna!

" OPIS PARAFII ZBUCZYN " 

" Parafia ta składająca się prawie z 6 gmin: Zbuczyn, Królowa-Niwa, Pióry, Jasionka, Czuryły i  Wiśniew, gdyż z wyjątkiem nienależenia tylko po kilka wsi z dwóch ostatnich, posiadając  Kościół drewniany w stanie zupełnej dezelacyi, zatem niemożliwy do dłuższej egzystencyi,  powzięła zamiar wybudowania nowego, murowanego. 

 W tym więc celu stanęła pierwiastkowo uchwała ogólnego zgromadzenia parafian, wznieść  świątynię skromnej faktury, aby tylko była obszerna i kosztowała najwyżej 30 000 rubli, mające s  się zebrać przez dobrowolne ofiary w obrębie parafii.

 Budowniczy K. Rabczyński, zobligowany o dostarczenie planu, wygotował o wiele  kosztowniejszy w stylu Toskańskim średnim i gdy przedstawił takowy zebraniu parafialnemu,  to ogół chętnie zaaprobował wybudowanie tego Kościoła. Przyczem protokolarnie  zadeklarowano złożyć wypadły anszlagowy fundusz obowiązkowemi składkami z mórg i z  dusz w ciągu 4 lat, po upływie atoli naznaczonego uprzedniego roku, na zbieranie  dobrowolnych ofiar. Lecz takowe w rezultacie wyniosły tylko 687 i pół rubli - każdy bowiem  parafianin oglądał się na obowiązkowę płacę, podług rozkładu sporządzonego przez Dozór  Kościelny.

 Skoro więc nastąpiło zezwolenie Ministra Spraw Wewnętrznych wznieść Kościół sposobem  gospodarczym przez wybrany Komitet budowy, z liczby których to 9 osób, pod koniec budowy  zaledwie połowa pozostała przy życiu, a szlachcic Kazimierz Koryciński wybył z parafii, przed  rozpoczęciem budowy, to głownie czynny członek referent w Dozorze i Komitecie, Eustachy  Andrzej Wójcikowski, właściciel majątku Tchórzew Główki, dokładał wszelkich starań u Władz,  aby jak najśpieszniej upragniona przez parafian budowa Kościoła, została w czyn wprowadzoną. Zajmował się też on wszystkiemi interessami i rachunkami dotyczącemi budowy świątyni - a pieniądze składkowe wnoszone były do kassy rządowej i assygnowane komu się należało, na zasadzie decyzyi Rządu Gubernialnego. 

 

Zatem po przeciągu dziesięciu lat, licząc w okres takowych przerwy przeszło trzyletnie, wynikłe z rozporządzenia władzy, w skutek reklamacyi jednego z właścicieli Majoratu, że rozkład z mórg anszlagowej summy, niezgodny jest z przepisami prawa: więc po roku takiej składki, wypadło zastosować normę z dymów, co znowu wywołało nieporozumienie pomiędzy kontrybuentami; został nareszcie Kościół ukończony i nastąpiło entuzyastyczne poświęcenie przez X. Dziekana Dąbrowskiego, w dniu dorocznego odpustu na Anioły Stróże w 1890 roku.

Wszelkie wewnętrzne urządzenie i upiększenie dopełnił Ks. proboszcz Małachowski, ze składanych na jego ręce z przeznaczeniem i bez przeznaczenia ofiar. A ze starego kościoła, tylko przeniesione organy i użyte niektóre części z bocznych ołtarzy. Konfessyonały zaś i ławki pochodzą z byłego Kościoła w Leśny, gdyż ten przeistoczony został na cerkiew.

Ponieważ okoliczna glina nie nadawała się do wyrobu trwałej cegły, użyto więc takowę z parowej cegielni Grancowa w Kawęczynie, wapno znowu palone z kamienia z kopalni Rudnik - dach pokryto cynkową blachą, zamiast anszlagowanej żelaznej. Zatem pomimo daremnej przewózki materyałów drogą żelazną Warszawsko-Terespolską, oraz ustępstwa drogi Warszawsko-Wiedeńskiej za przewóz wapna, wypadło jednak parafianom złożyć summę przeszło 53 000 rubli i to przy dodaniu pomocy w naturze: do założenia massywnych fundamentów z dostarczonych bezpłatnie kamieni przez parafian - nadto do rusztowań, uprzątnięcia gruzu, wywózki etc. - a głownie dawania kolejno furmanek do zwózki wszelkich materyałów , nad czem energicznie czuwał Ks. Małachowski, posiłkując się organistą Benedyktem Zbieciem. Czyni się wzmianka, że od składek i furmanek niewyłączali się w niczem najmniejszem i członkowie Dozoru Kościelnego, oraz Komitetu budowy.

 Podług podań, pozostałych jeszcze śladów i starożytnych  dokumentów, miejscowość należąca do parafii Zbuczyńskiej,  od najdawniejszych czasów wchodziła w obręb starożytnego  Starostwa Grodowego Ziemi Łukowskiej. Zasiedlona samymi  "Polanami", których nazywano też "Koziarami" z zasady  hodowli niegdyś kóz, stanowiła pogranicze od ziemi  Jadźwingów do końca XIII wieku, to jest do czasu ostatniego  wyniszczenia tego plemienia przez Króla Leszka Czarnego i  zmieszania pozostałych resztek z osiedlającemi się mazurami.  Krąży dotąd wersja, że główną klęskę zadano Jadźwingom  podobno w tem miejscu, gdzie dziś jest osada Mordy - a  wybitniejsi znowu wodzowie ich, zamknieci w domu, zostali  przez pełnego odwagi rycerza wymordowani, który zdołał  wtargnąć przez okno - i w nagrodę za swój heroizm otrzymał  herb "Okno" - należący obecnie do rodu Okninskich. 

Znowu herb "Goleńczyk" należący do rodziny  Krasuskich, bardzo rozrosłej i osiadłej w kilku  wsiach z dodatkowem mianem Krasuse, miał  otrzymać protoplasta za heroiczne poniesienie  kalectwa stopy, przez potłuczenie kamieniem w  przegubie, aby tem sposobem dać możność  niejakiemu Tchórzewskiemu Plewce, rycerzowi fachowcowi,  skutemu noga z nogą w końskie pęto, wydobyć się z więzów,  celem naprowadzenia blizkich pogranicznikow: (dzisiejszą  szlachtę) na czasowe obozowisko Jadźwingów, urządzone w lesistej miejscowości okolonej błotami i odbić od nich niewolników, oraz nagromadzone łupy. Gdy więc takowi pogranicznicy zdołali zebrać się w czas, , za pomocą swoich wieców, to jest pozapalania słupów alarmowych, pookręcanych słomą i oblanych smołą, to znaleziony przy życiu młodzian Krasuski, starannie pielęgnowany wyzdrowiał, poczem otrzymał w nagrodę od Króla herb: złotą stopę w zwykłej tarczy, na niebieskiem polu, nazwany "Goleńczyk" i szmat ziemi właśnie w tym miejscu, gdzie było owe obozowisko. Miejscowość ta nazwaną została Dziewule - Krasuse i z czasem przeistoczona w Dziewule.

 

Herb "Ostoja" rodziny Ostojskich, miał otrzymać protoplasta za powstrzymanie łupieźców w zapędach - to jest ostoić się  przeciw takowym. Takie podania krążą o rodowodach legitymowanej szlachty - w czem poczęści i heroldycy zgadzają się.

 Nazwa wsi Grodzisk wykazuje, że  "Polanie" już w X wieku zamieszkiwali w tej miejscowości - mianem bowiem takim,  oznaczano słowiańskie cmentarzyska, zwłaszcza z czasów pogaństwa.

 W Tchórzewie była niegdyś rezydencya Starosty Grodowego Ziemi Łukowskiej, o czem znajduje się ślad w starych aktach  urodzeń. Nadto nazwa wsi Radzików -Wielki dowodzi, że w tem miejscu zbierano się ongiś na radę, czyli na sejmiki; a w Piórach zapewne istniała starościńska kancellarya - tem bardziej, że przylegają Pytki: nazwa zaś taka wykazuje miejsce więzienia i brania delikwentów na tortury, to jest na pytki, podług dawnego wyrażenia.

Do czasu panowania Króla Władysława Jagiełly a mianowicie po 1418 rok, parafia Zbuczyńska składała się z czterech filjalnych kaplic, pozostających pod głównym zarządem Oficyałatu łukowskiego (godność Oficyała równa się biskupowi) - a Królowie Polscy byli Kolatorami: gdyż okoliczna ziemia, jakto zreszto wyskazuje sama nazwa "Królowa-Niwa" obecnie gmina tego nazwiska, stanowiła już wówczas dobra Królewskie stołowe pod nazwą "Capitanatus", przetrwałą urzędowo w majątku Zbuczyn do 1818 roku. Owe poprzedne cztery filjalne Kaplice "Capellae filialis Oficialato Lucoviensi" istaniały w następujących miejscowościach":

Pierwsza w Zbuczynie, gdzie obecnie stoi dworski dom zwany "lamus"-naprzeciwko którego był niegdyś grzebalny cmentarz, następnie chmielnik, a obecnie szkółka drzewek dzikich.

Druga kaplica w majątku Krzymosze, w której w owe czasy była cudami słynąca statuetka Chrystusa, przedstawiająca "Ecce homo" i przeniesiona następnie została do Łukowa, gdzie obecnie znajduje się w Kościele po-bernardyńskim, na cyboryum u wielkiego ołtarza.  W Krzymoszach i teraz prawdopodobnie w tem samem miejscu, gdzie była rzeczona filja, stoi drewniana kaplica, gęsto okolona bardzo już staremi lipami - a poblizu takowej jest dawny, wysoki, kwadratowy, o trzech kondygnacyach słup murowany. Nabożeństwo solenne odprawiało się w tej kaplicy, należącej teraz do parafii Pruszyn, utworzonej z części parafii Zbuczyn, raz na rok w Piatek po oktawie Bożego Ciała, po 1893 rok - które tutejsza ludność nazywała "odpustem na dziesiąty Piątek".

Trzecia kaplica, podług badań, była we wsi Izdebkach-Kośmidrach, chociaż krąży między ludem wersya, że we wsi Radzikowie-Wielkim: lecz prawdopodobniej, to była w pierwszej miejscowości, ale śladów już żadnych nie ma na gruncie.

Czwarta kaplica istniała w majątku Wiśniew (niegdyś Królewszczyzna) i z takowej zapewne przerobiony został teraźniejszy śpichlerz, jak to należy wnosić z jego znacznej wysokości, grubości muru z cegieł niezwykłego rozmiaru, to jest dużych i długich a do tego twardych, ze struktury, dużych okien, masywnych podziemnych ostrołukowo sklepionych piwnic, ostrołukowego, pośrodku krzyżowo schodzącego się (żaglowego) dość wysoko wyniesionego sklepienia oraz kolumnady z jednego boku, połączonej oddzielnym sklepieniem z główną budowlą i zmocowanej silnemi żelaznemi ankramy. Krąży jeszcze wersya pomiędzy ludem, że istniał Kościółek w miejscowości gdzie dziś dworski sad oddzielony od folwarku szossą, dawniej gościńcem do Łukowa: ale prawdopodobnie musiała być to kaplica na grzebalnym cmentarzu.

Otóż w 1418 roku, złączone zostały owe cztery filje w jednolitę parafię, skutkiem postawienia drewnianego Kościoła w Zbuczynie, pod wezwaniem S-go Stanisława biskupa Krakowskiego: parafia ta bowiem należała wówczas do dyecezyi Krakowskiej. Nastepujące po sobie kościoły byli także pod temże wezwaniem, jak również i nowo - wzniesiony.

Z tamtych czasów, zachowany właśnie jest obraz (Triptic) wyobrażający w całych postaciach ukoronowanę Matkę Bozkę z dzieciątkiem Jezus, wotoczeniu SS. Stanisława biskupa i Warzyńca na złoconem w deseń tle, zapewne przesłany z Krakowa. Obraz ten po starannem odnowieniu, umieszczony jest w bocznem ołtarzu, co też miało miejsce i w poprzednim Kościele.

Po zaprowadzeniu jednolitej parafii, Zbuczyn otrzymał przywilej być miasteczkiem: lecz w skutek nastąpionej piśmiennej decyzyi Króla Augusta III z dnia 11 Października 1750 roku, znowu nastąpiło przeistoczenie na wieś, z dodanym rozkazem, aby na każde zapotrzebowanie Władzy, stawiło się czterech ludzi, dla obrony ojczyzny. Wskutek tego zniesienia, mieszczanie pozostali bądź na prawie czynszowniczem, bądź powysiedlali się; a ich miejsce zastąpili czynszowi włościanie.

W bardzo odległym czasie, dzisiejsza wieś Radomyśl była także miasteczkiem, o czem nawet jest wzmianka w Encykopedyi wydawnictwa Olgebranda: ale czy istniał tam kościół, czem się odróżniało każde miasteczko od wsi, to niema już śladu, ani bliższej wiadomości - ani też miejscowe podanie o tem nie głosi. Skoro jednak wieś Radomyśl była niegdyś miasteczkiem, to zapewne musiał być i kościół - kto wie, czy właśnie nie zastąpiony pierwszym kościołem w Zbuczynie.

Ze wsią Radomyśl stykająca się wioska Koziestany, była niegdyś miejscem jarmarku na kozy - i dotąd wspominany bywa jarmark Wielko-Czwartkowy, który następnie przeniesiony został do Zbuczyna, gdy tę wieś zamieniono na miasteczko. Wówczas oprócz rzeczonego jarmarku, bywały jeszcze i w oktawę Bożego - Ciała, oraz w dniu odpustu Aniołów Stróżów. A nawet dotychczas bywają jeszcze w Zbuczynie ze zwyczaju, w te dnie dość ożywione targi. Ponieważ okoliczna ludność hodowała niegdyś zamiast owiec kozy, co nawet udowodniają nazwy "Kozi-rynek" w miastach Łukowie, Radzyniu i Siedlcach (obecnie ulica tej nazwy: chociaż dziś gubernialne, ale nie jest dawnem miastem - tylko było miasteczkiem jeszcze za panowania Króla Stanisława Augusta, który przeistoczył one na miasto) jako główne ongi miejsca handlu temi zwierzętami; to z tego tytułu, ościenna ludność mieszkająca w bardzo lesistem pograniczu od ziemi Jadźwingów i dlatego nazywająca siebie "Podlasianami", jako niezatrudniająca się hodowlą wspomnianych zwierząt, przezywała więc sąsiednich hodowców kóz "Koziarami".

Zaś pogranicznicy pierwotni "Mazury" zamieszkiwali w dalej już ciągnącym się pogranicznym pasie i wchodzili w skład Starostwa Tykocińskiego, bardzo starożytnego.

Drugi parafialny Kościół w Zbuczynie, także drewniany, wybudowany został w 1589 roku, na miejscu poprzedniego rozebranego z powodu zupełnej rujnacyi, po dwóch głównych reperacyach nastąpionej - i w tymże roku poświęcony był przez biskupa Deodatusa Nessefowicza.

Trzeci kościół również drewniany, widzialny na wizerunku z fotografii, umieszczonym w artykule Biesiady Literackiej, przebudowany został w 1738 roku przez Tomasza Sufczyńskiego, Kasztelana Lubelskiego, któremu nadany był dożywotnio "Kapitanus Zbuczyński". Dopomagał jemu w budowie kościoła, ówczesny proboszcz ks. Jan Chrzanowski, kanonik katedralny Krakowski, który zapisał testamentem w 1759 roku 1500 rubli dla parafialnego bractwa różańcowego- (podług wykazu Rządu Gubernialnego z dnia 16 Października 1874 roku, za N*5,035, opartego na reskrypcie Ministeryum finansów, z dnia 21 Września tegoż roku, za N*12,121) z warunkiem, aby procent od tej summy, lokowanej w byłym Banku Polskim i użytej przez Rząd w 1831 roku, wypłacany był corocznie trzem pannom z grona 12 stałych śpiewaczek różańca, każdej raz jeden, podług wylosowania 18 rubli - i pieniądze te będące w zawiadywaniu Dozoru Kościelnego, wypłacane bywały i bywają, po wyjściu za mąż. Trwa to bowiem dotychczas - a miejscowy proboszcz upoważniany był zwykle przez Dozór Kościelny, do dopełnienia losowania, podniesienia procentu owego z kassy gubernialnej i wypłaty komu przypada: otrzymuje on za nadzor nad śpiewem różańca, również z tego zapisu 6 rubli rocznie, a to podług orzeczenia w testamencie.

Między proboszczami parafii Zbuczyn, oprócz wielu kanoników, było nawet trzech biskupów, a mianowicie: Nessefowicz, Dłużewski i Cieciszewski, późniejszy metropolita w Imperyi.

Należący do parafii majątek Krzesk Królowa - Niwa, pamiętny jest wygaśnięciem znakomitego rodu Niemirów, przed trzydziestoma kilkoma laty - o czem było opisano w swoim czasie w czasopiśmie "Tygodniku Ilustrowanym" pod tytułem: "Ostatni z Niemirów" - a majątek Czuryły należał zapewne do znakomitego niegdyś rodu Czuryłów herbu "Korczak" wygasłego w XVII wieku. W końcu nadmienia się, że parafja Zbuczyńska ma w obecnym czasie ludności około 11 000 dusz, zamieszkałych w 84 wsiach i folwarkach. Obsługiwana jest przez trzech stałych księży - a zatem nabożeństwo odbywa się zawsze solenne, szczególniej na Boże Ciało i oktawę, każdy raz z obchodami do ubieranych ołtarzy. Co się wszystko stawia do wiedzy potomności z życzeniem, aby Chwała Pana Zastepów, była nigdy nie ustającą.                                      

Napisałem w 1894 roku E. A. Wójcikowski "    

 ==============================================================================================================

 

Benedyktynki Oblatki ze Zbuczyna

Historia

Organizatorką sióstr benedyktynek oblatek była s. Florentyna Siestrzewicz. W 1880 r. zamieszkała na terenie parafii w Zbuczynie. Pomysłodawcą zorganizowania wspólnoty był ks. Julian Święcicki – wikary parafii. Ofiarował s. Florentynie dom w którym zamieszkała wraz ze swymi współsiostrami. Siostry oblatki opiekowały się kościołem i sprzętem liturgicznym. Wkrótce otworzyły pracownię krawiecką. Początkowo siostry były związane organizacyjnie z klasztorem sióstr sakramentek w Warszawie. W 1925 r. wspólnota została afiliowana do klasztoru benedyktynów w Lubiniu. W tym samym roku zostały zatwierdzone statuty sióstr. Opiekę duszpasterską sprawować miał proboszcz parafii. Formacją zajęli się też ojcowie z Lubinia. W 1933 r. bp Henryk Przeździecki zatwierdził wspólnotę na prawie diecezjalnym. Od 1969 r. siostry są związane z opactwem tynieckim. W 1983 r. wspólnota oblatek została przyłączona do konfederacji benedyktyńskiej.

Słowo oblat (łac. oblatus) oznacza osobę poświęconą Bogu. Siostry nie składają ślubów – jak ma to miejsce w zakonach – lecz przyrzeczenia posłuszeństwa, czystości i posłuszeństwa. Starając się żyć na co dzień Ewangelią, siostry wykonują zwykłe prace: opiekują się kościołem parafialnym, zajmują się gospodarstwem, tkają kilimy, wyrabiają szaty liturgiczne. Najlepiej scharakteryzował tę wspólnotę opat prymas Rembert Weakland OSB, który w 1970 r. odwiedził klasztory benedyktyńskie w Polsce: „Jest to przepiękny przykład Wspólnoty, która żyje wg Reguły św. Benedykta, a równocześnie jest sercem parafii [...] Przypomina mi to zupełnie Zgromadzenia dziewic w pierwszych wiekach Kościoła”.  Przez wiele lat duchowym opiekunem sióstr był pochodzący również ze Zbuczyna o. Klemens Żółkowski Benedyktyn z klasztoru w Lubiniu. Zmarł 16 lipca 2010 roku. Pogrzeb w lubińskim klasztorze zgromadził wiele osób zarówno duchownych jak i świeckich. Były siostry ze Zbuczyna i wielu oblatów, dla których przez wiele lat był duchowym ojcem. Uroczystości pogrzebowe prowadził bp Zdzisław Fortuniak. W czasie kazania podziękował szczególnie siostrom ze Zbuczyna, zbuczyńskiemu proboszczowi i Ziemi Podlaskiej za ojca Klemensa. Dodał, że ojciec Klemens nie tylko służył siostrom, ale także spotykał siostry, które mu doradzały i odradzały a on ich słuchał. Powiedział także, iż zawsze odejście kogoś wywołuje smutek, to wypadku ojca Klemensa możemy być spokojni, że Bóg jest dla niego łaskawy.

 

Duszpasterze

ZBUCZYŃSCY KAPŁANI

W swej wielowiekowej historii w naszej parafii posługiwało setki kapłanów, wśród nich trzech doczekało się nawet godności biskupiej.Zapraszamy do zapoznania się z wybranymi sylwetkami kapłanów, którzy zapisali się w historii złotymi literami, jako duszpasterze zbuczyńscy, bądź wywodzący się z parafii. Zapraszamy do przesyłania osobistych wspomnień, dokumentów i fotografii.

Lista Proboszczów Zbuczyńskich od 1817 r.

Ks. Walenty Surdykowski 1817-1845

Ks. Teodor Fisiurkowski 1846 - 1862

Ks. Nikodem Małachowski 1863-1919

Ks. Julian Święcicki 1919-1920

Ks. Edward Mankiewicz (administrator) 1921

Ks. Julian Ryster 1921-1926

Ks. Andrzej Emil Olędzki 1926-1964

Ks. Julian Borkowski 1964 -1976

Ks. Jan Siekierko 1976-1995

Ks. Jan Cep 1995- 2007

Ks. Tadeusz Wasiluk 2007 -2011

Ks. Krzysztof Samsel 2011-2012

Ks. Stanisław Chodźko 2012-

MICHAŁ DOMINIK ŻÓŁTOWSKI (1862-1863) - wikary z szabelką

  Ks. Żółtowski był wikariuszem w Zbuczynie w latach 1862-1863. Urodził się  4 sierpnia 1835  w Ulanie,  gub. siedlecka, jako syn Grzegorza i Kazimiery z Karwowskich. W 1854 r. Wstąpił do Seminarium w Janowie  Podlaskim,  gdzie po ukończeniu studiów otrzymał święcenia kapłańskie  w 1859 r. W latach 1862-1863 był wikariuszem w Zbuczynie.

  Pociągnięty przykładem Ks. Brzóski, jako wikariusz zbuczyński czynnie wziął udział w Powstaniu Styczniowym w oddziale  Lelewela  - Borelowskiego. Zginął bohaterską śmiercią 16 kwietnia 1863-w potyczce pod Majdanem Sopockim i  Borowymi  Młynami. Wydarzenie to relacjonują "Wiadomości z pola bitwy" nr 10 z 7 maja 1863 r.

"' Lelewel bojąc się zamieszania, o jakie łatwo w ciemnościach, przerywa walkę i zarządza odwrót. Rozkaz nie dociera jednak  na lewe skrzydło, którym dowodzi Romanowski. Dopiero przybycie księdza Żółtowskiego, którego brat znajdował się w  kompanii poety, zorientowało walczących w sytuacji. Dzielny kapelan przypłaca swoją misję życiem’’

W bitwie poległo 8 powstańców znanych z nazwiska ; Jan Opala z Żelechowa ,Józef Kurowski z Łukowa ,Wojciech Topolski z Krasnegostawu, Ignacy Pleszyński z Zamościa, Franciszek Andrzejewski z Garwolina ,dwaj akademicy z Warszawy; Rozner i Rozwadowski / imiona nieznane/ oraz kapelan powstańczy ksiądz Michał ŻÓŁTOWSKI .,a kilkudziesięciu zostało rannych. Według J.Grabca /,, Rok 1863’’/ straty po stronie polskiej wyniosły ponad 70 zabitych i rannych. 

W oddziale Borelowskiego walczył także jego brat , hrabia Żółtowski. Fotografia jego zamieszczona jest w opracowaniu Grabca – Rok 1863.Wspomina o nim także Bartoszewski w biografii Romanowskiego. Rodzina Żółtowskich związała swe losy z Zamojszczyzną na dłużej. W „Dzienniku z lat okupacji” Z.Klukowskiego, przeczytać można, że córka senatora Fudakowskiego, właściciela dóbr krasnobrodzkich, wyszła za mąż za hrabiego Żółtowskiego oraz o jego perypetiach i pobycie w czasie wojny w Krasnobrodzie.Na początku lat 90 –tych powstał Związek Rodu Żółtowskich."

  Kapelan powstańczy ksiądz Michał Żółtowski pochowany został na cmentarzu parafialnym w Józefowie Biłgorajskim/ tereny wiosek leśnych Maziarze, Fryszarka należały w owym czasie do parafii józefowskiej/ Pomnik na mogile kapelana stoi do dnia dzisiejszego w najstarszej części cmentarza. Napis na pomniku jest bardzo skromny; ’Tu leży XSIĄDZ ŻÓŁTOWSKI –żyć przestał D.16 kwietnia 1863’’Parafianie pamiętają o tej mogile o czym świadczą kwiaty i zapalane świeczki.  Pozostali powstańcy pochowani zostali na cmentarzu parafialnym w Łukowej.

źródło: rzeczpospolitajozefowska.wordpress.com

NIKODEM JÓZEF NAŁĘCZ MAŁACHOWSKI  (1863-1919) – proboszcz z kielnią 

W 1863 r. proboszczem zbuczyńskim został ks. Nikodem Józef Nałęcz Małachowski, który, jak się  później okaże, będzie rządził zbuczyńską parafią aż przez 56 lat, do 1919 r. Jego następcą został ks. Julian  Święcki - przez ostatnich 50 lat wikariusz ks. Małachowskiego.

 Za kadencji ks. Nikodema Małachowskiego dokonały się wielkie zmiany w parafii. Prężnie działało  Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży oraz chór parafialny. Już w 1880 r. postanowiono wybudować nową  świątynię - tym razem murowaną.

 Pseudobarokowy kościół zaprojektował Karol Rapczyński. Dzięki lojalności proboszcza wobec władzy  zaborczej, a także dzięki staraniom Eustachego Wójcikowskiego, ówczesnego właściciela dóbr w  Tchórzewie, zwrócono parafii prawie 4 morgi gruntu wykorzystanego pod budowę nowego, murowanego  już kościoła i jedną morgę pod cmentarz grzebalny.

 Nowy kościół, staraniem proboszcza i groszem parafian budowano osiem lat.  Jego budowa trwała do 1899 r.  Okoliczność tę uwieczniła wierszem wspomniana poetka Wanda Grochowska z Plewek.

 Świątynię konsekrował 9 września 1906 r. biskup Franciszek Jaczewski. W 1921 r. ks. Święcki za gorliwą i  cichą pracę duszpasterską został wyniesiony przez bpa Przeździeckiego do godności kanonika honorowego  katedry podlaskiej.

 

 

EDWARD MANKIEWICZ - po którym nawet Żydzi płakali...

  Ks. Edward Mankiewicz urodził się w 1886 w Zemborzycach. Czując powołanie kapłańskie wstąpił do      Seminarium Duchownego. Po śmierci swojego ojca, przeżywał rozterkę, co robić? Był najstarszy z pośród    licznego rodzeństwa i był bardzo potrzebny matce by utrzymywać rodzinę. Jego matka Matylda widząc  rozterkę syna pomogła mu rozwiać jego wątpliwości i podjąć ostateczna decyzję. Uważała, że syn nie może  zrezygnować ze swojej miłości do Boga.  Święcenia kapłańskie otrzymał 14 czerwca 1908 w kościele  Seminaryjnym w Lublinie z rąk Jego Ekscelencji Ks. Biskupa Franciszka Jaczewskiego. Od 4 lipca 1908 roku  do 17 września 1912 roku spełniał posługi kapłańskie jako wikariusz w parafii Nawrócenia Św. Pawła w  Lublinie.Przez cały czas pobytu w Lublinie był jednocześnie Prefektem. 21 września 1912 roku na własną  prośbę został przeniesiony do parafii w Zbuczynie pełniąc obowiązki wikariusza. 5 marca 1921 został  mianowany administratorem parafii Zbuczyn i w tym też roku zakończył swoje życie umierając na tyfus,  którym zaraził się od jednego ze swoich parafian, których pielęgnował.

 Dla swoich parafian i nie tylko, bo także dla innych, odbywał długie piesze męczące, podróże, by pomóc  potrzebującym. Nie ważne dla niego było, jak się czuje, jaka pogoda.? Podczas zawiei i zamieci brnął, aby  dotrzeć do umiłowanego człowieka, który być może konał z głodu. On zawsze wiedział, komu dzieje się  krzywda, kto potrzebuje pomocy.

 Służył swoim parafianom posługą duszpasterską, chorych odwiedzał, biedniejszych zaopatrywał w lekarstwa. Taka postawa księdza spotkała się z dezaprobatą władz kościelnych. Zarzucano mu, że jego parafia niegdyś majętna parafia podupadła i przynosi zbyt niskie dochody. Jak wspominają starsi parafianie, ksiądz nie mógł mieć dużych dochodów, o które tak usilnie zabiegały władze kościelne, ponieważ wszystko oddawał biednym. Usiłowano go przenieść do innej parafii, motywując, że jego kwalifikacje są niewystarczające. Na skutek interwencji parafian pozostał w Zbuczynie. Ksiądz załamał się, gdyż te przejścia ujemnie wpłynęły na stan jego zdrowia. Wiedziony autentycznym powołaniem do służby człowiekowi zgodnie z zasadami Chrystusa oddał się idei bez reszty. Stan jego rozdrażnienia wynikał również z przeżyć jego wrażliwej natury i doznanego zawodu w stosunku do ludzi, którzy powinni świecić przykładem. Gdy wojska rosyjskie posuwały się w kierunku Warszawy, księża w obawie przed represjami wyjeżdżali czasowo ze swoich parafii. Polski oficer opuszczając jego parafię namawiał go usilnie do wyjazdu, otrzymał zdecydowana odpowiedz, że miejsce księdza jest przy swoich parafian w doli i niedoli. Komisarze radzieccy, którzy kwaterowali na plebani okazali zdziwienie, że spotykają pierwszego księdza. W 1921 roku podczas odwiedzin chorego zaraził się durem brzusznym. Choć życie w nim zamierało do końca miłował swoich parafian i wspierał w ich cierpieniu.

Parafianie w hołdzie pamięci księdza ufundowali mu pomnik, a na tablicy napisali słowa: "Oddał swe krótkie życie i serce Dla Dobra Wiernych Pokolenie Pokoleniom Przekazują Jego Poświęcenie dla Boga Ojczyzny i Ludu Podlaskiego Wdzięczni Parafianie”

Ksiądz Edward zmarł w 1921 roku w wieku 35 lat. Na jego pogrzeb przyszli wszyscy. Mówiono, że nawet Żydzi płakali. To piękne wspomnienie sporządziła bratanica ks. Edwarda pani Janina Wilczyńska. Źródło: tekst i foto: albumpolski.pl

KANONIK EMIL ANDRZEJ OLĘDZKI (1926-1963) - nasycony Panem Bogiem

   Ks. kan. Emil Andrzej Olędzki (używający częściej imienia Andrzej lub Andrzej Emil) urodził się 3 grudnia 1873 r. we  wsi  Wyrzyki (pow. łosicki). Jego rodzicami byli Konstanty i Marianna Olędzcy. Po ukończeniu Państwowego  Gimnazjum w  Siedlcach, w wieku 14 lat wstąpił do Seminarium Duchownego w Lublinie. Ukończył je w 1896 r. W tym  samym roku w  maju otrzymał subdiakonat (daw. święcenia niższe). Zamieszkał w parafii Górzno (pow. garwoliński),  gdzie po święceniach  kapłańskich, na które z powodu młodego wieku musiał czekać, miał objąć wikariat. Ponieważ rząd  carski zażądał od  kończących seminaria duchowne egzaminu z języka i literatury rosyjskiej, zaś absolwenci nie mogli się  podporządkować  temu wymogowi dopóki Stolica Apostolska nie wyda stosownych instrukcji, zaczęły się ich  prześladowania. Objęły też  subdiakona Olędzkiego, który musiał ukrywać się u krewnych w Siedlcach do 13 grudnia  1896 r., gdy z rąk ordynariusza  lubelskiego bp. Franciszka Jaczewskiego otrzymał sakrament kapłaństwa. Przez pół roku  zastępował wikariusza parafii św.  Krzyża w Warszawie, kierowanej przez bp. Kazimierza Ruszkiewicza, sufragana  warszawskiego, zaś po złożeniu egzaminu  wymaganego przez zaborcę, 19 sierpnia 1897 r. ks. Olędzki otrzymał  zatwierdzenie na wikariat w Górznie. Po niespełna  czterech miesiącach został wikariuszem w parafii Włostowice. Na  początku 1900 r. mianowano go wikariuszem katedralnym  w Lublinie, gdzie pełnił również posługę kapelana więzienia  na Zamku, prefekta w prywatnej szkole, nauczyciela religii  oraz duchownego kierownika przytułku św. Antoniego. Jak  odnotował ks. dr Jan Zubka w nocie biograficznej poświęconej  ks. kan. A. Olędzkiemu, od początku wywiązywał się on  ze swych obowiązków wzorowo. „Władza Diecezjalna darzy go  uznaniem za jego pracę i kapłańską wszędzie postawę.  Posyła go na placówki trudne i zaniedbane, aby je ożywiał, podnosił i  budził do intensywniejszego życia duchowego”.  23 lutego 1901 r. kapłan został przeniesiony na wikariat parafii św. Anny w  Białej Podlaskiej. Obowiązki powierzone mu  trzy lata później to administrowanie parafią Serokomla, w której m.in.  wyremontował kościół i wybudował budynki  parafialne. 15 sierpnia 1906 r. został organizatorem nowo powstającej parafii w Konstantynowie, wybudował murowany  kościół, urządził cmentarz przykościelny i grzebalny. Po przeprowadzeniu formalności urzędowych 16 listopada 1909 r. mianowany został administratorem tejże parafii. Pracował tutaj do 1918 r., kiedy to w sierpniu sądzony był przed niemieckim sądem wojennym w związku z tym, że dojeżdżając z okupowanego przez Niemców Konstantynowa do Seminarium Nauczycielskiego w Leśnej Podlaskiej podległej Austriakom, zmuszony był do przekraczania etapu wojskowego. Aby uniknąć więzienia, prosił o przeniesienie. Władze diecezji obiecały mu wikariat w Garbowie, ostatecznie jednak kapłan objął probostwo Sarnaki. 1 grudnia 1020 r. otrzymał nominację na proboszcza parafii katedralnej w Siedlcach, gdzie pracował do 6 listopada 1926 r. Powołany też został na dziekana dekanatu skórzeckiego, obrońcę węzła małżeńskiego i audytora Sądu Biskupiego w Siedlcach. 37 lat w Zbuczynie 

Ostatnią parafią, w której ks. Olędzki był proboszczem, pełniąc tę funkcję aż do śmierci, był Zbuczyn. Po  zwolnieniu z urzędu obrońcy węzła małżeńskiego został mianowany sędzią posynodalnym i delegatem do  spraw seminarium duchownego oraz stałym radcą kurii diecezjalnej. W 1958 r. zrzekł się administracji parafii.  Latem 1963 r. odprawiał jeszcze sumy i często głosił kazania. 22 września 1963 r. podczas odprawiania Mszy  św. ks. A. Olędzki zasłabł. Przyniesiony do mieszkania był przytomny, ale wezwany lekarz nie dawał nadziei  na wyzdrowienie. Opatrzony sakramentami, zmarł 24 września 1963 r., w 90 roku życia i w 67 roku  kapłaństwa.

 Eksportę zwłok jego z plebanii do kościoła parafialnego prowadził bp Ignacy Świrski. Nabożeństwo żałobne  następnego dnia odprawił ks. dr kan. Henryk Brzostowski, dziekan siedlecki, a kazanie wygłosił ks. kan.  Kazimierz Miszczak, rektor siedleckiego WSD. Ze Zbuczyna zwłoki zmarłego przewieziono do katedry. Mszę  św. odprawił bp I. Świrski, a na cmentarz odprowadził je ks. infułat Jan Grabowski, wikariusz generalny. W  pogrzebie, tak w Zbuczynie, jak w Siedlcach, wzięło udział wielu kapłanów i liczne rzesze wiernych. 

Odważny, wymagający, konsekwentny

Charakteryzując kapłana, którego zalicza w poczet zasłużonych dla diecezji, ks. J. Zubka podkreśla jego odwagę i konsekwencję. Zwraca uwagę, że władza diecezjalna powierzała mu trudne sprawy, wiedząc, że ks. Olędzki, ceniący sobie prawdę nade wszystko, każdą załatwi jak najbezstronniej. - Wymagający od innych, ale bardziej wymagający od siebie. Nie cofał się przed trudnościami, lecz mężnie wychodził im naprzeciw. W duszpasterstwie celował. W potrzebie chwytał za pióro i posyłał liczne artykuły do czasopism katolickich. Opracował gruntownie życiorys swego patrona św. Andrzeja z Awelinu, krótki porządek nabożeństw w diecezji podlaskiej ku wygodzie wiernych - odnotował autor biografii.

Nauczyciel i wychowawca

W 1958 r. na stanowisko wikariusza w Zbuczynie, gdzie proboszczował ks. Andrzej Olędzki, najstarszy kapłan diecezji - administrowanej już wówczas przez ks. Julian Borkowskiego - trafił ks. Stanisław Dzyr, mając „świeże oleje na rękach”, tj. tuż po święceniach. Postać ks. Olędzkiego tak wspomina w artykule opublikowanym w IV Roczniku Konstantynowskim: „Wyraz twarzy surowy, głębokie spojrzenie, głos już powolny, ale myśli poważne. Surowy był też dla parafian (...). Niemniej był życzliwy dla otoczenia i do nikogo nie uprzedził się, (...) zawsze na względzie miał dobro”. Jak pisze ks. Dzyr, wiódł ascetyczny tryb życia: jadł proste potrawy, nosił sutannę dawnego kroju, pokój urządzony miał bardzo skromnie, zaś strzechę na budynku plebanii zastąpiono blachą dopiero po II wojnie światowej. Proboszcz przestrzegał staropolskiej gościnności, ale pod hasłem umiaru i skromności. Cenił wiedzę, toteż jego księgozbiór, o który bardzo dbał, był okazały. „Na biurku w jego pokoju stał krzyż i czaszka ludzka z gipsu, bo duchową zasadą była pamięć o śmierci, odpowiedzialność za życie i wypełnienie powołania kapłańskiego” - odnotował ks. S. Dzyr. Zauważa też, że zawdzięcza ks. Olędzkiemu wprowadzenie w obowiązki kapłańskie, ale też zasób wiadomości można by rzec: z pierwszej ręki, ponieważ przekazanych przez świadka prześladowań unitów, dwóch wojen światowych czy walki komunistów z Kościołem i ateizacji.

Szlachectwo i szlachetność

Ks. prałat Henryk Rzeszotek, emerytowany proboszcz parafii św. Zygmunta Króla w Łosicach, niedługo poświęceniach, które przyjął w 1958 r., miał okazję poznać ks. kan. A. Olędzkiego u schyłku jego życia. - Był to Boży kapłan. Zdolny, gorliwy i pracowity - mówi. Dodaje też, że jego talenty organizacyjne doceniali przełożeni. - Kiedy w 1918 r. wskrzeszono diecezję podlaską, co zbiegło się w czasie z odejściem ks. Olędzkiego z Konstantynowa będącego w strukturach diecezji lubelskiej, bp Henryk Przeździecki, ordynator odbudowywanej diecezji, prosił, by pozostał na Podlasiu. Ks. Olędzki wyraził szczerą chęć pozostania i pracy - tłumaczy ks. prał. H. Rzeszotek. Zaś pytany o relacje z ludźmi, przyznaje, że stanowczość, niespolegliwość i upór, cechujące człowieka o szlacheckich korzeniach i silnym poczuciu własnej wartości, sprawiały, że nie zawsze były one „gładkie”. Ale z drugiej strony właśnie ten rys osobowości ks. Olędzkiego sprawiał, że jako kapłan budził respekt i szacunek - zarówno u wiernych, jak i u duchowieństwa.

Człowieka traktował poważnie

- Miał swój styl - stwierdza krótko ks. Wiesław Niewęgłowski, były duszpasterz środowisk twórczych Warszawy, pracownik naukowy i pisarz, urodzony w Zbuczynie. Kiedy rodziło się jego powołanie, parafią św. Stanisława i Aniołów Stróżów zawiadywał ks. A. Olędzki. - Był to człowiek wewnętrznie zdyscyplinowany, można powiedzieć: nasycony Panem Bogiem. Parafię prowadził bardzo dobrze, przygotowywał się do kazań. Drzwi na plebanię zawsze były otwarte - podkreśla ks. Niewęgłowski, dzieląc się uwagą, że był to kapłan zachowujący dystans, nienadskakujący człowiekowi, co nie znaczy, że nie zauważał jego potrzeb. - Miałem może 16 lat, kiedy dał mi do przeczytania książkę Mertona o duchowości. W moim odczuciu było to zdumiewające. „Ona nie jest dla mnie” pomyślałem po pobieżnym przejrzeniu. Ale kiedy zacząłem się wczytywać, wiele skorzystałem. Myślę, że po prostu poważnie traktował człowieka. Młodych - potrafił popchnąć na szerokie wody - zauważa.

źródło: Echo Katolickie

 

Ks. PRAŁAT JAN SIEKIERKO  (1976-1995) – proboszcz o wielkim sercu

Człowiekowi o wielkim sercu”. Ten napis na jednym z pogrzebowych  wieńców oddaje najlepiej, kim był  śp. ks. prałat Jan Siekierko. Jego pogrzeb w  kościele parafialnym w Zbuczynie, zgromadził ok. 180 kapłanów i  półtora tysiąca  wiernych.

 Urodził się 20 kwietnia 1920 r. w Miłkowicach Stawkach (wówczas parafia  Drohiczyn w diecezji wileńskiej,  obecnie parafia Miłkowice Maćki, diecezja  drohiczyńska). Rodzicami jego byli Stanisław i Marianna z domu  Korzeniewska,  prowadzący gospodarstwo rolne.

 W rodzinnej wiosce ukończył pięciooddziałową szkołę powszechną, a następnie  kolejne dwie klasy w  Siemiatyczach w 1934 r.

  Naukę w zakresie szkoły średniej kontynuował w Gimnazjum Biskupim w  Drohiczynie (wtedy diecezja pińska),  które zakończył tzw. małą maturą w 1938 r.  W tej szkole rozpoczął następnie kurs w zakresie liceum  humanistycznego,  przerwany wybuchem II wojny światowej. Tereny za Bugiem i Drohiczyn znalazły  się pod  okupacją ZSRR. 20 czerwca 1941 r. uzyskał maturę w ówczesnej radzieckiej  szkole średniej w Drohiczynie, było to  dwa dni przed uderzeniem Niemiec na  ZSRR.

 Kolejne lata wojny spędził w domu rodzinnym, szczęśliwie unikając aresztowania i wywózki na Wschód. W  październiku 1944 r. zgłosił się do Seminarium Duchownego w Siedlcach. Proboszcz jego rodzinnej parafii w opinii o kandydacie napisał: „znany mi jest jako młodzieniec wzorowych obyczajów, szczerze pobożny oraz mający aspiracje do stanu duchownego”. Został przyjęty do seminarium i podjął sześcioletnie studia filozoficzno-teologiczne. Święcenia kapłańskie otrzymał w katedrze siedleckiej 8 kwietnia 1950 r. z rąk bp. Ignacego Świrskiego. 

Pracował jako wikariusz w parafiach: Ceranów (od 20 kwietnia 1950 do 20 sierpnia 1950 r., jednocześnie był także wikariuszem w parafii Sterdyń - od 25 lipca 1950 do 20 sierpnia 1950); Okrzeja (od 20 sierpnia 1950 do 30 kwietnia 1952 r., a jednocześnie od 1 do 17 czerwca 1951 pełnił obowiązki wikariusza w parafii Adamów); Parczew (od 30 kwietnia 1952 do 4 lutego 1954).

4 lutego 1954 r. został zwolniony z obowiązków wikariusza i mianowany ojcem duchownym alumnów w Drohiczynie. Był to czas, kiedy klerycy kursów filozoficznych z diecezji siedleckiej czyli podlaskiej i diecezji pińskiej mieszkali w Drohiczynie, a równolegle studia teologiczne odbywały się w Siedlcach. Posługę ojca duchownego pełnił do 4 września 1958 r. Następnie został kierowany do pracy duszpasterskiej jako administrator i proboszcz parafii: Wiśniew k. Mińska Mazowieckiego (od 3 września 1958 r. do 4 października 1966); Bobrowniki (od 4 października 1966 do 18 sierpnia 1976; Zbuczyn (od 18 sierpnia 1976 do 19 sierpnia 1995 r.).

Na prośbę bp. Jana Mazura 12 kwietnia 1973 r. został odznaczony przez papieża Pawła VI godnością kapelana Jego Świątobliwości. 18 stycznia 1988 r. bp J. Mazur mianował go kanonikiem honorowym Kapituły Katedralnej Siedleckiej. Od 18 stycznia 1969 r. pełnił obowiązki wicedziekana dekanatu ryckiego przez trzyletnią kadencję. Od 8 grudnia 1972 r. przez trzy lata był członkiem Rady Duszpasterskiej diecezji siedleckiej czyli podlaskiej, jak też członkiem Diecezjalnej Rady Kapłańskiej oraz Kolegium Konsulatorów.

Ks. Prałat był czynnie zaangażowany w budowę nowego gmachu Wyższego Seminarium Duchownego w Nowym Opolu. Przez wiele lat posługiwał jako spowiednik alumnów w Siedlcach i w wielu domach sióstr zakonnych.

Po ukończeniu 75 lat przeszedł na emeryturę, nadal mieszkając na plebanii w Zbuczynie. Pomocą duszpasterską służył prawie do ostatnich dni życia. W parafiach cieszył się ogromną sympatią i szacunkiem wiernych, ceniących jego posługę kapłańską i troskę gospodarczą, m.in. budowę kaplic mszalnych w Paduchach i Dziewulach, która stała się początkiem nowej parafii. W Zbuczynie przeżywał jubileusze kapłaństwa - złoty (50 lat) i diamentowy (60 lat). Kapłani naszej diecezji z wielkim szacunkiem i uznaniem postrzegali osobę i posługę Księdza Prałata.

 Podczas ostatniego pobytu w szpitalu w Siedlcach poprosił o zwolnienie do  domu, aby móc umrzeć w Zbuczynie. Zmarł na plebanii 12 lutego. Przeżył prawie  93 lata, w tym prawie 64 w kapłaństwie.  

 O tym, kim był dla zbuczyńskich parafian Ksiądz Prałat świadczy chociażby  rzadki fakt, iż z własnej inicjatywy wysłali  12 stycznia 1988 r. do ówczesnego  biskupa siedleckiego Jana Mazura list z prośbą o "awansowanie w hierarchii  kościelnej" Ks. Siekierki, który motywowali tymi słowy: "Parafianie zbuczyńscy są  wręcz zakochani w Księdzu Prałacie (...) Duża kultura osobista, subtelność, opanowanie,  takt, zrównoważenie, powaga, cierpliwość, aktywność w zaangażowaniu się w sprawy  osobiste, rodzinne, międzysąsiedzkie, poszczególnych wsi, parafian, wrażliwość na ich  kłopoty, tragedie, ujmujący sposób bycia zjednały Księdzu Prałatowi sympatię ze strony  parafian..."

 

 

 

 

Klemens Żółkowski - benedyktyn z lubińskiego opactwa (1938-2010)


16 lipca tego roku zmarł ojciec Klemens Żółkowski. Pochodził z  Podlasia, ziemi wielu  męczenników i świętych. Ludu o wielkim sercu i  pobożności. Ta ziemia wydała takich ludzi  jak Prymas Tysiąclecia  Kardynał Stefan Wyszyński. Urodził się 2 maja 1938 roku w Bzowie,  wiosce niedaleko Siedlec. Tam też uczęszczał do szkoły podstawowej  sześcioklasowej. Do siódmej klasy musiał chodzić do oddalonego o  kilka kilometrów Zbuczyna. Tam zetknął się z siostrami Oblatkami św.  Benedykta. Miały one zapewne duży wpływa na kształtowanie jego benedyktyńskiego powołania. Z ich biblioteki pożyczał książki i  obserwował ich żmudną pracę, zwłaszcza haftowanie szat  liturgicznych. Później już jako kapłan i zakonnik  wielokrotnie głosił im  rekolekcje i spowiadał.

 W latach 1951 – 1955 uczęszczał do gimnazjum im. Bolesława Prusa w  Siedlcach. Nie był to łatwy okres w jego życiu. Rodzice jego mieli duże  gospodarstwo rolne - w komunistycznym państwie uznawano go więc  jako syna „kułaka” i czyniono trudności z przyjęciem do szkoły i  przesłuchiwano w Urzędzie bezpieczeństwa, gdy postanowił wstąpić  do seminarium duchownego.

W czasie studiów w seminarium siedleckim nieraz chodził do kaplicy  Sióstr Sakramentek przy ulicy Rawicza 32. Duże wrażenie wywierały  na nim śpiew gregoriański sióstr i odmawiana przez nich monastyczna  liturgia godzin. W kaplicy sióstr nieraz odprawiał msze św. i prowadził nabożeństwa.

Po święceniach kapłańskich w katedrze siedleckiej został wikarym w  parafii Jabłonnej Lackiej. Po rocznym pobycie w Jabłonnej pojawiło się w nim pragnienie, aby wstąpić do zakonu. Wtedy siostra Stella Świderska z uśmiechem dodawała mu odwagi mówiąc: „Trzeba kuć żelazo, póki gorące”. Na wybór zakonu wpłynęła swoimi gorącymi zachętami Matka Krystyna Krukówna, wieloletnia przeorysza sakramentek siedleckich.

Będąc w roku 1962/63 na studiach na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (dziś Uniwersytet im Kardynała Stefana Wyszyńskiego) odwiedzał siostry sakramentki przy Rynku Nowego Miasta. W rozmównicy klasztornej poprzez kratę i zasłonę usłyszał nie raz zachętę ze strony siostry Adalberty i siostry Hiacynty, aby pójść za głosem powołania zakonnego.

Do klasztoru benedyktynów w Tyńcu wstąpił 7 grudnia 1963 roku. Był tam już jego seminaryjny kolega z Siedlec ojciec Leon Knabit. Początkowo zaproponowano mu oblaturę[i]. Ostatecznie złożył uroczyste ślubu monastyczne 19 marca 1970 roku. Stało się to – jak wspominał – dzięki modlitwom sióstr sakramentek z warszawskiego konwentu. Będąc w klasztorze tynieckim przez kilka lat był proboszczem miejscowej parafii.

W 1985 roku przeniósł się do benedyktyńskiego klasztoru w Lubiniu, gdzie od dwóch lat przeorem był ojciec Leon, jego seminaryjny kolega. Początkowo miał to być kilkuletni pobyt, jednak pozostał w nim na dłużej. Gdy klasztor lubiński stał się klasztorem niezależnym, przeniósł na niego swoje śluby monastyczne i pozostał aż do śmierci. W Lubiniu pełnił różne funkcje. Był prefektem gości, proboszczem i prefektem oblatów. Zawsze chętnie pomagał czy zastępował księży w sąsiednich parafiach, szczególnie w Bielewie. Wakacje zwykle spędzał u sióstr w Zbuczynie czy u benedyktynek w Krzeszowie służąc im duszpasterską pomocą. Myślał nawet, żeby zostać kapelanem sióstr. Jednak siostra Adalberta szczerze mu tego odradzała i jak wspominał – uznał jej argumenty za słuszne.

Zmarł 16 lipca 2010 roku. Pogrzeb w lubińskim klasztorze zgromadził wiele osób zarówno duchownych jak i świeckich. w pogrzebie wzięły udział siostry ze Zbuczyna i wielu oblatów, dla których przez wiele lat był duchowym ojcem. Uroczystości pogrzebowe prowadził bp Zdzisław Fortuniak. W czasie kazania podziękował szczególnie siostrom ze Zbuczyna, zbuczyńskiemu proboszczowi i Ziemi Podlaskiej za ojca Klemensa. Dodał, że ojciec Klemens nie tylko służył siostrom, ale także spotykał siostry, które mu doradzały i odradzały a on ich słuchał. Powiedział także, iż zawsze odejście kogoś wywołuje smutek, to wypadku ojca Klemensa możemy być spokojni, że Bóg jest dla niego łaskawy.

 

CDN....

 

Z Dziejów Parafii

Już od początku XV wieku Zbuczyn nazywany był „Wsią Królewską” i to za sprawą króla Władysława Jagiełły. Tu w okolicznych borach urządzał polowania, tędy kazał wytyczyć drogę, którą przemierzał z Krakowa na Litwę i odwrotnie. Tędy też, jak głosi legenda, maszerowały wojska idące na bitwę pod Grunwaldem. Do dziś można jeszcze dopatrzyć się śladów dawnej „drogi królewskiej” w lasach zbuczyńskich.

To Jagiełło prawdopodobnie nadał prawa miejskie Zbuczynowi. Miastem, a właściwie miasteczkiem pozostawał Zbuczyn przez ponad 350 lat. Otrzymał także w 1568 roku przywilej na targi, które co tydzień przyciągały okolicznych gospodarzy i rzemieślników. W 1750 roku król August III Sas odebrał Zbuczynowi prawa miejskie. Miasteczko to było też siedzibą starostwa niegrodowego. Bliskość szybciej rozwijających się Siedlec i Międzyrzeca odebrała Zbuczynowi znaczenie handlowe, a karczmarze, których w Zbuczynie notowano dziesięciu, popadli w stan rolniczy. Trwałym dziełem króla Jagiełły okazało się utworzenie w 1418 roku parafii Zbuczyn. Należała wówczas do diecezji krakowskiej i uposażona została przez króla dostatnio, 300 morgami ziemi. Jagiełło kazał zbudować drewniany kościół pod wezwaniem św. Biskupa Stanisława. Ponoć on sam, a później jego następcy byli kolatorami (opiekunami – dobrodziejami) tego kościoła.

W 1589 roku wzniesiono drugi z kolei kościół drewniany. Trzeci, także drewniany pobudowany został w  1738 roku. Kiedy przyszedł czas reformacji, był taki moment w kościele zbuczyńskim, że Zbuczyn  przez pewien okres posiadał duchownego bez święceń. Przy kościele w Zbuczynie była szkółka, szpital,  a właściwie przytułek dla ubogich i starców. Z uwagi na wielość „dusz”, była to parafia ponętna i  zyskowna. Trzeba też zaznaczyć, że trzech proboszczów z tej parafii zostało biskupami.

 

W 1669 roku zbuczyńskie starostwo niegrodowe  dostało się w dzierżawę Ignacemu Cieszkowskiemu,  kasztelanowi z Liwa. Za tę dzierżawę płacił on „kwartę” (czwartą część od dochodu) na rzecz utrzymania wojsk zaciężnych.

Od 1773 roku Zbuczyn przechodzi w wieczną  dzierżawę rodziny Zielińskich, ale po trzecim  rozbiorze, a dokładnie w 1818 roku Rosjanie ustanowili tu majorat rządowy, czyli majątek dziedziczny bez prawa jego odstąpienia i obciążania go długami.

Ważnym momentem w kształtowaniu świadomości narodowej mieszkańców Zbuczyna w okresie zaborów było otwarcie w 1837 r. szkoły parafialnej, do której uczęszczało w 1846 r. 36 uczniów i 12 uczennic. Była to szkoła jednoklasowa, pierwszym nauczycielem był Jan Budyta, następnie Jan Wojnarowski . Pod koniec lat 80-tych XIX w. gimnazjaliści z Siedlec objęli kolportażem Zbuczyn. Przywożono prasę konspiracyjną i literaturę, m.in. Trylogię Henryka Sienkiewicza i Adama Szymańskiego „Szkice z Syberii”. W latach 90-tych XIX w. w Zbuczynie powstało tajne kółko oświatowe, założone z ramienia Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego. Kółko skupiało 10 osób i było prowadzone przez organistę Wacława Zbiecia.

W 1844 roku otrzymał go Aleksy Mielnikow za zasługi wojenne. Majątkiem tym władały dwa pokolenia Mielnikowych. Ostatni, Mikołaj Mielnikow uciekał z ustępującymi wojskami carskimi podczas Pierwszej Wojny Światowej. W Zbuczynie istniała także gmina, sąd, poczta konna. Ponoć po klęsce Napoleona pod Moskwą w 1812 roku na Kongres Wiedeński traktem przez Zbuczyn zmierzał car Aleksander I (tu przeprzęgano mu konie u karety).

Według wspomnień pisarki Wandy Grochowskiej z Plewek, „Wieśniaczki znad Wisły”, budynek stacji poczty konnej w Zbuczynie był ostatnim postojem skazanych na „Sybir”, gdzie żegnali się oni z rodziną. Większość skazańców ginęła tam, były jednak przypadki, udanych ucieczek.

Akta z 1860 roku wyliczają 69 wiosek z 7000 wiernych, należących do parafii Zbuczyn. Z tej rozległej parafii utworzono później cały szereg parafii: Krzesk-1905, (a w okresie 1920-1939) Radzików, Radomyśl, Wiśniew.

Po upadku Powstania Styczniowego w 1866 roku, skonfiskowano 160 ha ziemi parafialnej. Na tych gruntach, rozparcelowanych potem wśród chłopów-włościan, powstał tzw. „Zbuczyn poduchowne”, lub inaczej „księżyzna”.

W historii parafii Zbuczyn zdarzyło się, że mianowany w 1863 roku proboszczem ks. Nikodem Józef Nałęcz Małachowski rządził parafią przez 56 lat, czyli do 1919 roku. Dzięki lojalności proboszcza wobec władzy zaborczej, a także dzięki staraniom Eustachego Wójcikowskiego, ówczesnego właściciela dóbr w Tchórzewie, zwrócono parafii prawie 4 morgi gruntu wykorzystanego pod budowę nowego, murowanego już kościoła i jedną morgę pod cmentarz grzebalny. 

Nowy kościół, staraniem proboszcza i groszem parafian budowano osiem lat 1880-1888 (patrz fot. nr 8). Okoliczność tę  uwieczniła wierszem wspomniana poetka Wanda Grochowska z Plewek (żyła jeszcze i tworzyła w okresie międzywojennym).  

Nowo wybudowany kościół w stylu neobarokowo-toskańskim konsekrował 9 września 1906 r. biskup Franciszek Jaczewski. Autorem obrazów w kościele jest Józef Buchbinder- młody malarz pochodzenia żydowskiego z Mordów, który odbył studia we Włoszech . W tym miejscu warto podkreślić, że Józef Buchbinder ur. się w Radzyniu Podlaskim 17 grudnia 1836 r., a chrzest przyjął w Mordach 9 stycznia 1857 r. Jak na owe czasy parafia Zbuczyn była ogromna. W 1860 r. liczyła 69 wiosek i 7000 wiernych. Potem z tej rozległej parafii utworzono szereg innych parafii: Krzesk-1905 r., a w okresie międzywojennym Radzików, Radomyśl i Wiśniew. W 1919 roku, majątek zbiegłego Mielnikowa rozparcelowano - jako pierwszy w niepodległej Polsce. Tak powstał „Zbuczyn – parcela”.

Ludność parafii Zbuczyn wyróżniała się religijnością. Mawiano, że kapłan miałby kogo spowiadać, gdyby nawet usiadł na kamieniu. Na spowiedź wielkanocną ksiądz wyznaczał konkretne dni dla poszczególnych wsi, aby móc wyspowiadać chętnych. Do konfesjonału tak się ciśnięto, że konfesjonał ruszał się. Na poranne nabożeństwo wielkanocne trzeba  było wybrać się po północy, aby dostać się do wnętrza kościoła.
Po śmierci Ks. Małachowskiego w 1919 roku, który przez 56 lat sprawował probostwo w zbuczyńskim kościele, nowomianowanym proboszczem został 78 letni ks. Julian Święcki. Niewiarygodne, ale przez minione pięćdziesiąt lat wikariuszował on ks. Małachowskiemu.

Zapamiętany został jako duchowny spełniający ważną rolę w dobroczynności duszpasterskiej. Za  „gorliwą i cichą pracę kapłańską” wyniesiony został przez biskupa  Przeździeckiego do godności kanonika honorowego katedry podlaskiej. Ks. Julianowi Święckiemu pomagał w sprawowaniu funkcji proboszcza w parafii Zbuczyn ks. Mankiewicz.  Tak się Bogu spodobało, że obaj ci kapłani zmarli w jednym 1921 roku. Do dzisiejszego dnia tutejsza ludność wspomina, że ks. Mankiewicz był dla parafian  duchowym autorytetem. Żył w wielkiej skromności materialnej, wręcz w ubóstwie. Na jego pogrzebie ponoć nawet Żydzi płakali.

W 1926 roku na probostwo zbuczyńskie skierowany został ks. Andrzej Emil Olędzki. Wprawdzie stażem nie dorównał ks. Małachowskiemu, lecz pasterzował Zbuczynowi przez 37 lat (do chwili swojej śmierci w 1963 r.). W tym czasie wieś Zbuczyn była gminą z wójtem, z pocztą, ze szkołą, z biblioteką, ze spółdzielnią mleczarską. Było też kółko rolnicze i ochotnicza straż pożarna. W dziesięciolecie odzyskania niepodległości Zbuczyn walnie włączył się w obchody patriotyczne. Sadzono pamiątkowe dęby a w butelce zakopanej pod nimi umieszczono zapisane słowa: „Z głębokim przeświadczeniem, że po nas następujące w zmartwychwstałej Polsce pokolenia zabiegać będą, by z rosnącymi tymi dębami olbrzymiała siła i potęga drogiej nam Polski”. Patriotyzm w tym czasie silnie był zespolony z religijnością.
Bardzo prężnie wtedy działało, powstałe przy kościele Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Rozrastał się także chór parafialny (założony w 1908r.). Liczył on w 1927 roku dwadzieścia siedem osób. Duże zasługi na tym polu położył organista Wacław Zbieć, który tę funkcję przejął po ojcu i sprawował ją w zbuczyńskim kościele bez przerwy przez 52 lata.  Trzeba tu zaznaczyć, że ludność chętnie kiedyś śpiewała. Nieliczne już dzisiaj stare lipy rosnące wokół kościoła w Zbuczynie pamiętają o tych czasach, kiedy w ich cieniu, na murawie rozsiadano się, wyciągano węzełki z pajdami chleba, aby posilić się i doczekać nieszporów. Dopiero po ich odśpiewaniu kończyła się zbożna niedziela ludu, dzień wytchnienia w Bogu [1]. 

W międzywojniu parafianie zbuczyńscy  brali aktywny udział w licznych organizacjach społecznych działających w Zbuczynie: Związku Młodzieży Wiejskiej, Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, Związku Strzeleckim – komendantem był Antoni Jaworski, Polskiej Organizacji Wojskowej, Lidze Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej – funkcję prezesa sprawował ks. Andrzej Emil Olędzki, a od 1935 r. Bronisław Dyszyński.

II wojna światowa okazała się kolejnym sprawdzianem wiary i patriotyzmu.  Reakcją na politykę okupantów były postawy mieszkańców Zbuczyna, którzy poprzez walkę zbrojną, tworząc konspiracyjne oddziały partyzanckie, nieoddawanie kontyngentów oraz poprzez manifestowanie postawy patriotycznej, np. zamawianie intencji patriotycznych w kościele w Zbuczynie wyrażali swój stosunek. Dla przykładu 8 października 1940 r. Bolesław Radzikowski zamówił w intencji jeńców Mszę świętą, czy Chromiński ze Zbuczyna, który zamówił w intencji ojczyzny Mszę.

CDN..

[1] Maciej Podgórski: Traktem bitym przez Podlasie. KAW, Lublin, 1982 ;
Jadwiga Stabińska OSBap: Drogą dobrych uczynków. Siedlce, Wydawnictwo Kurii Diecezjalnej, 1988.

Tekst źródło: http://www.orzylowscy_orzelowscy.republika.pl oraz Tekst p. Dr Charczuka Z Dziejów Zbuczyna w XV-XXI w.

 



 

 

 

 

 


  

KONTAKT:

Siedlecka 1 , 08-106 Zbuczyn
Proboszcz Ks. Stanisław Chodźko

tel. (25) 641-63-20  tel. dyżurny: 514 894 174

Publish modules to the "offcanvs" position.

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok